Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

40 tysięcy Polek w ciągu roku traci ciążę. Ryzyko poronienia dotyczy 10-25 proc. ciąż, które są udokumentowane. I mimo tak znaczącej liczby temat ten wciąż pozostaje w sferze tabu.

Chcesz dostawać mailem najważniejsze informacje z Olsztyna? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Karolina Zagała, psycholog, psychoterapeuta i założycielka Warmińskiego Centrum Psychoterapii w Olsztynie, chce to zmienić. – Sama doświadczyłam poronienia i to był trudny okres w moim życiu – mówi. Jeśli więc poroniłaś, masz problem z utrzymaniem ciąży albo mierzysz się z trudnościami poporodowymi to wiedz, że nie jesteś z tym sama.

Poronienie dotyczy ciąż, które trwały krócej niż 22 tygodnie. Po tym czasie mówimy już o przedwczesnym porodzie. Najczęściej do samoistnych poronień (80 proc.) dochodzi w pierwszym trymestrze, z czego połowa – bez świadomości kobiety o tym, że jest w ciąży. – Należy pamiętać, że około 20 proc. ciąż kończy się poronieniem, czyli mniej więcej jedna z pięciu osób w ciąży straci dziecko, co może oznaczać, że problem ten dotyka co drugą, trzecią Polkę – mówi Zagała. Strata ciąży wiąże się z dużym obciążeniem fizycznym i psychicznym dla kobiety. Pojawia się lęk przed kolejnym poronieniem, obwinianie się.

Trauma dla ciała i psychiki kobiety

Kiedy pytam Karolinę, z czym kobiety muszą się mierzyć po stracie dziecka lub bardzo trudnej ciąży, odpowiada, że jest to przede wszystkim trauma zarówno dla ciała kobiety, jak i dla jej psychiki. – Najczęściej przewijającym się wątkiem są trudności wynikające z poczucia winy. Wiele kobiet ze względu na presję społeczną, media społecznościowe oraz najbliższe otoczenie próbuje sprostać oczekiwaniom bycia idealną kobietą w ciąży, a potem idealną instagramową mamą – opowiada.

Gdy dziecko umiera, jest to ogromny cios dla kobiety i jej najbliższych. – Tym jeszcze jest to trudniejsze, gdy dziecko jest praktycznie obumarłe lub z poważnymi wadami rozwojowymi. I kobieta decyduje się na wczesne wywołanie porodu. Jest to niezwykle traumatyczne wydarzenie, pozostawiające ogrom blizn i mnóstwo sprzecznych uczuć: gniewu, poczucia winy, ulgi, smutku i żałoby – zwraca uwagę Zagała. Dodaje, że w takiej sytuacji kobiety często są zaopiekowane medycznie, ale nie wiedzą, że mogą skorzystać z pomocy psychologa szpitalnego lub po prostu jej nie chcą.

– Wracają do domu i muszą zmierzyć się z takimi praktycznymi rzeczami, jak uprzątnięcie dziecięcego pokoju, powrót do pracy, wszystkimi pytaniami, które ludzie będą zadawać, lub wręcz przeciwnie: z ciszą, która będzie nastawać na ich widok – tłumaczy.

Poronienie to nie wstyd

Niestety, w społeczeństwie wciąż kuleje przeświadczenie związane z tym, że poronienie to wstyd. Powoli, małymi kroczkami, zaczynamy wychodzić z takiego postrzegania straty, coraz więcej na ten temat mówi się w mediach i przepracowuje się to w grupach wsparcia.

Na co należy zwrócić uwagę, by szerzej i odważniej te kwestie poruszać? – To bardzo smutne, że tak powszechna rzecz jest takim tabu. Sama doświadczyłam poronienia i to był trudny okres w moim życiu – wyjaśnia Zagała. – Myślałam wtedy: dlaczego właśnie ja? Przecież nie słyszy się o tym właściwie w ogóle, byłam pewna, że coś jest ze mną nie tak, w jakiś sposób moje ciało nie jest zdolne do bycia mamą, to musi być moja wina. A może za dużo grałam w badmintona? Może nie powinnam chodzić do pracy? Może to wina tego, że czasami omijałam posiłki lub zdarzało mi się zjeść burgera w fast foodzie? – wspomina.

Jak mówi, w tym czasie potrafiła znaleźć mnóstwo powodów udowadniających, że to właśnie ona zrobiła coś źle. I wtedy zaczęły się telefony. – Od moich koleżanek, bliższych i dalszych, od osób z rodziny i każda z nich mówiła: ja też, nie jesteś sama – kontynuuje. – Na początku byłam w szoku, a potem zaczęłam czytać. I to, co najbardziej mi pomogło, to nauka. Statystyki, dane, których wcześniej nie znałam i które jasno i precyzyjnie określały, że byłam tą piątą z kolei. I że nie jestem jedyną, wyrodną, źle prowadzącą się matką jedzącą hamburgera. To się po prostu zdarza, i to dosyć często – mówi.

Obecnie Karolina ma dwie córki. – I gdy myślę o sobie z tamtego okresu, to mam ochotę cofnąć czas i się do siebie przytulić.

Chciałabym to zaoferować każdej doszłej lub niedoszłej mamie. Powiedzieć jej: nie jesteś sama, chodź pogadaj – mówi z uśmiechem.

Dołącz do wioski kobiet

Dlatego właśnie Karolina Zagała założyła grupę wsparcia „Nie jesteś sama” w swoim Warmińskim Centrum Psychoterapii (www.wcp.com.pl) przy ul. Prostej w Olsztynie. Grupa wystartowała 18 listopada. Spotkania są anonimowe, darmowe i odbywają się w sali warsztatowej. – Tam, siedząc w kółku, opowiadamy swoje historie, wysłuchujemy się, czasem pomilczymy. Sesje trwają 90 min i zaczynają się o godz. 17 – opowiada. Na razie Karolina planuje jedną grupę we wtorki, jednak jeśli zapotrzebowanie będzie większe – na co szczerze liczy – otworzy drugą.

Takie wioski kobiet dają przede wszystkim świadomość powszechności trudności okołoporodowych. – To także bezpieczna przestrzeń, gdzie kobiety mogą wyrazić te skrywane uczucia i oprócz zachwytów nad pięknymi brzuszkami i bobaskami można porozmawiać o zwykłych, trudnych, nieładnych i niełatwych aspektach. O bólu, cierpieniu, poczuciu winy, złości i żalu. O tym, jak jest trudno, jak się żałuje, jak się tęskni do robienia kupy samemu w łazience. O straconych marzeniach, żałobie, braku wiary, ogromnym gniewie na wszystko i wszystkich. O tym, jak nikt nie rozumie, i o swojej samotności w przeżywaniu tego wszystkiego – opowiada.

W planach Karolina ma także rozszerzenie tematyki spotkań na partnerów i partnerki kobiet, które przeżyły traumatyczny czas okołoporodowy. – Może się zdarzyć, że ze względu na sytuację pandemii będziemy musiały przejść na spotkania online. Na razie startujemy stacjonarnie i wszystkich serdecznie zapraszam – podsumowuje.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.