Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z Henrykiem Sawką, który się dokształca w English Perfect Olsztyn.

Norbert Kaczan: Dlaczego uczy się pan języka angielskiego?

Henryk Sawko: – Główną motywacją do podjęcia nauki była i jest swoista gimnastyka umysłu. Nie posiadam szczególnych uzdolnień językowych. Decyzję podjąłem jako czterdziestolatek, i to czterdziestolatek w stopniu zaawansowanym. Uznałem, że im będzie trudniej, tym lepiej. Inspirująca była również odrobina zazdrości, gdy kolejno moja córka, a później syn rozpoczynający naukę w English Perfect, z współczesną lekkością rozwijali swoje umiejętności językowe.

A skąd wybór akurat takiego języka obcego?

– Mówiąc żartobliwie, wybór wydawał mi się oczywisty. Od przedszkola do 40. spędziłem „z dużymi przerwami” siedem lat w „pierwszej klasie” na nauce języka angielskiego. Naukę rozpoczynałem wielokrotnie, za każdym razem z innego powodu: „bo rodzice”, „bo był wymagany, jako przedmiot uzupełniający”, „bo może się przyda w pracy”. Najskuteczniejsza okazała się jednak mieszanka, bo naprawdę chcę i chyba nie do końca muszę.

Czy nie czuł się pan onieśmielony, przychodząc na pierwsze zajęcia?

– Nim rozpocząłem naukę, pan Janusz [Góralczyk, współwłaściciel English Perfect Olsztyn] przeprowadził ze mną rozmowę kwalifikacyjną. Wspominam ją całkowicie bezstresowo. Z mojej strony okazał się to jednak mały falstart czasowy. Ze względu na sytuację osobistą, od tej rozmowy minęły bodajże dwa lata, nim ostatecznie rozpocząłem naukę w English Perfect. Kwalifikacja ostatecznie pozwoliła na rozpoczęcie nauki na właściwym poziomie. Nieśmiałość nie jest moją najmocniejszą cechą, chociaż fakt konfrontacji z własną niewiedzą może być lekko stresujący. Pamiętajmy, że w grupie są osoby o podobnym poziomie umiejętności. Generalnie, było i jest wesoło.

Czyli nie narzeka pan na atmosferę w grupie?

– Jest fantastyczna. Serdecznie pozdrawiam przy okazji moją grupę i mam nadzieję, że przed nami jeszcze parę lat wspólnej nauki.

Nawiązały się przy okazji tych lekcji w grupie jakieś nowe znajomości, a może przyjaźnie?

– Z pewnością tak. Powrót do roli ucznia łączy się z fantastycznym odczuciem bezinteresownej sympatii i wsparcia w grupie.

Jak w praktyce udało się wykorzystać panu nabytą już wiedzę?

– Moja praca zawodowa nie wiąże się z permanentnym kontaktem z osobami anglojęzycznymi, jednak jak każdy, jestem otoczony sporą ilością przydatnych, a czasem niezbędnych informacji w tym języku. Na przestrzeni kilku lat trafiło się parę luźniejszych konwersacji, samodzielna asysta anglojęzycznego gościa w firmie, prowadzenie korespondencji czy wynajem mieszkania obcokrajowcom, gdzie jedynym językiem umożliwiającym skuteczne zrozumienie potrzeb i oczekiwań stron był angielski.

Jak by pan zachęcił innych do nauki języków obcych?

– Jak pojawi się w was głębokie przekonanie, że chcecie się uczyć, podkreślę, wy chcecie, to po prostu zacznijcie. Jak zwątpicie, to dajcie sobie powiedzmy te 7 lub 17 szans, by kontynuować. Nikt z nas nie umiał chodzić, mówić, pisać, a to ilość prób, błędów i powtórzeń sprawiła, że każdy z nas jest dziś w tym biegły. Nauczyciele, których spotkacie po drodze, to profesjonaliści, którym zależy tak samo jak wam.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.