Edukacja to lek, na który nie trzeba recepty - mówi prof. Monika Harnisz z UWM w Olsztynie.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z dr inż. hab. Moniką Harnisz, profesor w Katedrze Inżynierii Ochrony Wód i Mikrobiologii Środowiskowej Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Robert Robaszewski: Wirusy i bakterie to w tym roku temat wałkowany na okrągło.

Monika Harnisz: Tak, niestety w natłoku informacji ciągle napotykamy na pseudonaukowe dane albo teorie spiskowe, takie jak te, że koronawirusa nie ma, a jak jest, to jest niegroźny. To bardzo niebezpieczny trend.

Który wynika z...

– ...Z braku wiedzy, braku zainteresowania nauką, co prowadzi do negowania podstawowych faktów. Na szczęście jest na to „lek”, który znamy od dawna: edukacja. I nie trzeba na nią recepty.

Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki, w których uczestniczy pani niemal od początku, wydają się takim właśnie lekiem.

– Zdecydowanie. Zainteresowanie dzieci i młodzieży nauką owocuje w dorosłym życiu odpornością na fake newsy. Poza tym zawsze mam nadzieję, że dzieciaki po wyjściu z naszych laboratoriów będą bardziej żądne wiedzy, którą potem przekują w coś praktycznego.

W tym roku podczas ODNiS w pani katedrze nie będzie tradycyjnych zajęć laboratoryjnych, będą za to warsztaty on-line.

– Bardzo żałuję, ale nie przeskoczymy tego, takie mamy czasy. Nie oznacza to jednak, że będzie mniej ciekawie. Zawsze robiliśmy mnóstwo fajnych doświadczeń i tym razem będzie podobnie, myślę na przykład o zademonstrowaniu, jak podczas mycia rąk działa mydło, a jak środek dezynfekujący o różnym stężeniu alkoholu. To pomoże zrozumieć, w jaki sposób możemy skutecznie bronić się przed wirusem, i być może trochę uspokoi dzieci, które stresują się sytuacją epidemiczną. Warsztaty będziemy prowadzić „na żywo”, dzięki czemu zachowamy jakąś formę interakcji.

Chcesz dostawać mailem najważniejsze informacje z Olsztyna? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Uważa pani, że takie imprezy motywują do tego, by w przyszłości zostać naukowcem?

– Być może na nastolatków to zadziała, ale dla dzieci z klas 1-3 jest za wcześnie na tego rodzaju deklaracje. Jednak już samo wzbudzanie apetytu na wiedzę jest bezcenne niezależnie od wieku. Bez względu na to, jakie potem ci uczniowie biorący udział w naszych zajęciach wybiorą kierunki: biologiczne, techniczne czy humanistyczne, to najistotniejsza w tym wszystkim jest sama chęć poznawania przez nie świata.

A kiedy pani stwierdziła: „Będę naukowcem”?

– Późno, dopiero po studiach na kierunku ochrony środowiska. Jak wiele młodych osób, nie miałam wtedy na siebie pomysłu, zastanawiałam się, czy iść do pracy, czy zostać na uczelni. W końcu wybrałam tę drugą opcję. Ale to nie pojawiło się znikąd. Już jako nastolatka lubiłam przebywać na łonie natury, poznawać rośliny i zwierzęta. Potem moje zamiłowania poważnie ewoluowały, zainteresowałam się ochroną środowiska, funkcjonowaniem specjalnych obiektów komunalnych takich jak oczyszczalnie ścieków. Chciałam wiedzieć, jak działają, jak neutralizuje się to, co pozostawia po sobie ludzkość. Przez cały ten czas miałam wsparcie rodziców. Oboje byli proekologiczni, bardzo otwarci na naukę, tata współpracował z olsztyńską Akademią Rolniczo-Techniczną, a mama pracowała w wydziale geodezji w Urzędzie Miasta w Działdowie, skąd zresztą pochodzę.

Ostatecznie wybrała pani Katedrę Mikrobiologii Środowiskowej.

– Mikrobiologia to przedmiot typowo biologiczny, a więc był to powrót do korzeni. Jednocześnie chciałam w niej zająć działkę, która choć trochę byłaby związana z zainteresowaniami inżynieryjnymi.

Z oczyszczalniami ścieków.

– Właśnie, a dokładnie z wprowadzaniem przez nie do wód naturalnych bakterii lekoopornych oraz genów kodujących tę lekooporność.

W jaki sposób do tego dochodzi?

– Ludzi i zwierzęta w czasie choroby leczy się antybiotykami. Ale ani u nas, ani u zwierząt te antybiotyki nie rozkładają się do końca. Ich niewielka ilość razem z kałem wędruje do ścieków, a potem do oczyszczalni, gdzie jest bardzo duże skupisko bakterii. Za sprawą niskiego stężenia tych wydalonych antybiotyków bakterie uodporniają się na nie, a następnie wraz z oczyszczonymi ściekami przedostają się rzek czy jezior. Jeśli przypadkowo spotkają tam na przykład ludzki patogen – czyli mikroorganizm wywołujący chorobę, wtedy mogą sprawić, że ten patogen również stanie się oporny na działanie antybiotyków.

Co się dzieje potem?

– Patogen spotyka człowieka, który zaczyna chorować, ale antybiotyk, na który w oczyszczalni uodporniła się bakteria, już nie działa.

Polacy zużywają dużo antybiotyków?

– Najmniej Holendrzy, najwięcej Grecy i Rumuni, my jesteśmy mniej więcej po środku.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Edukacja nie indoktrynacja -więcej takich artykułów i inicjatyw nam trzeba, dla dzieci, rodziców i ...dziadków.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0