Zawsze myślałam, że będę tą szczęściarą, która nie zachoruje - mówi Monika. Dziś musi pokonać nowotwór.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Monika jest brunetką, Iza blondynką. Można je wziąć za siostry, ale nimi nie są. Mimo to łączy je więź silniejsza niż niejedno rodzeństwo. – Trudno ją opisać słowami – przyznaje Iza.

Znają się ponad 20 lat. Miały dzieci w tym samym wieku i tak się zaczęła historia ich przyjaźni. – Tak bliskiej i oddanej przyjaciółki, jaką jest Iza, nie poznałam i zapewne już nie poznam – mówi Monika. Nie ukrywa przy tym, że dzieli je wiele. Tylko że i tak więcej je łączy. – Rozumie mnie, wspiera i jest przy mnie w momentach radości, ale też w trudnych chwilach – wylicza.

Szok po badaniach

Monika była z Izabelą w trudnych dla niej chwilach, gdy w 2008 roku to ona zachorowała na raka piersi. Towarzyszyła jej na każdym etapie choroby. Najpierw Izie lekarze wycięli guzek. Ale na tym się nie skończyło. Miała przerzuty do węzłów chłonnych. Trzeba więc było je usunąć. Potem przyszedł czas na chemię, naświetlanie i terapię farmakologiczną. – Zawsze, gdy czułam się źle, mogłam liczyć na wsparcie Moniki – wspomina. W marcu, po dziesięcioletnim leczeniu, pokonała nowotwór. Pozostaje jednak pod opieką onkologów, regularnie chodzi na badania.

Na jedno z nich pojechała we wrześniu. Była z nią Monika, która tego dnia także odbierała swoje wyniki badań. To, co przyjaciółki w nich zobaczyły, było szokiem – Monika ma raka złośliwego. Ich światy znowu się wywróciły do góry nogami. Musiały kolejny raz walczyć. A przecież dopiero co jedną walkę skończyły.

Monika ma 45 lat, męża i troje dzieci. Jest jedynaczką, dlatego, jak mówi, zawsze chciała mieć dużą rodzinę. Swojego męża poznała 25 lat temu, gdy miała 20 lat. – Rok później zostaliśmy rodzicami – wspomina. Na świat przyszła Karolina, dziś studentka. Monika sama także wówczas jeszcze studiowała, ale dzięki wsparciu rodziców udało się jej studia skończyć i zostać magistrem. Wkrótce rodzina powiększyła się o drugą córkę – Julię, dziś nastolatkę. A potem jeszcze o Roberta, który dziś jest już uczniem szkoły podstawowej. – Rodzina to największa radość mojego życia – mówi i przyznaje, że w życiu nie pragnęła niczego bardziej niż zakochać się z wzajemnością i zostać mamą.

Monika nie tylko dzieciom oddaje serce. Od kilku lat przygarnia też koty, przez jej dom przewinęło się wiele niechcianych przez innych zwierzaków. – Nie potrafię być obojętna na krzywdę zwierząt – podsumowuje. A oprócz czworonogów czas poświęca też muzyce, kinu oraz biegom długodystansowym, które jeszcze do niedawna amatorsko trenowała.

Droga kuracja

Po urodzeniu dzieci na długo została w domu. I tego nie żałuje. Mówi, że to najlepsza decyzja, jaką podjęła w życiu. Niczego w nim by nie zmieniła. – Karolinka, Julcia i Robcio to trzy przygody, pełne miłości, zachwytu i bezgranicznego ciepła, jakie tylko dzieci mogą dać matce – przyznaje.

Dopiero gdy Robert poszedł do przedszkola, postanowiła podjąć pracę zgodną ze swoim wykształceniem oraz zainteresowaniami – zajęła się masażem, głównie leczniczym. I tak spokojnie przepracowała dwa lata. Do czasu, gdy wszystko przerwała wiadomość o chorobie.

27 listopada Monika miała pierwszą chemię. Jej organizm nie zareagował dobrze. – Ta pierwsza dawka jest wstrząsem – mówi Iza. Z powodu reakcji alergicznej, która wystąpiła u Moniki, trzeba było przerwać wlewy. Iza zna to doskonale. Jej pierwsza chemia też nie była udana. Wtedy była z nią Monika. Teraz ona towarzyszy Monice, która chemię przyjmuje co tydzień. – Raz na trzy tygodnie ma „czerwoną”, bardziej agresywną, co tydzień „białą”, łagodniejszą – tłumaczy. Po chwili dodaje: – O ile w ogóle chemioterapię można nazwać łagodną.

Cztery chemie ma już za sobą. Kolejne ma mieć przez następne dwa tygodnie. Po tym czasie konieczne jest przyjmowanie leku Olaparib. Jego nazwa stała się znana, gdy okazało się, że musi go przyjmować Kora. Miesięczna kuracja tym lekiem kosztuje jednak 24 tys. zł. Żeby zmniejszyć ryzyko powrotu nowotworu, Monika powinna przyjmować go przez trzy lata. Ale na to potrzeba prawie 900 tys. zł.

Monika, w przeciwieństwie do Izy, której leczenie nowotworu objęte było refundacją, ma pecha. Za jej kurację Narodowy Fundusz Zdrowia nie płaci. Dlatego jej przyjaciółka postanowiła założyć internetową zbiórkę na portalu pomagam.pl. Regularnie dodaje tam również zdjęcia i informacje o tym, co u Moniki słychać. Planuje też organizację koncertu charytatywnego. – Sama wyzdrowiałam i chciałam się odwdzięczyć za to, że żyję. Byłam wolontariuszką w hospicjum, teraz pomagam Monice. Nie wyobrażam sobie, żebym miała jej nie pomóc – mówi Iza.

Choroba to nie koniec

Przez miesiąc udało się zebrać niewiele ponad 30 tys. zł, to wystarczy zaledwie na miesięczną dawkę leku.

Najstarsza z córek Moniki, Karolina, jest studentką dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. W rozpropagowanie akcji pomocy włączyli się studenci Wydziału Dziennikarstwa i Informacji i Bibliologii UW. Nakręcili spot pt. „Musimy być szybsi”. Mówią w nim: „To mogła być mama każdego z nas. To mama jednej z nas. Rak rozwija się szybko. Dołącz do nas, razem uratujmy jej życie”. – Zorganizowała to moja grupa z dokumentalistyki. Ja dowiedziałam się po wszystkim, jak już spot był gotowy – przyznaje Karolina. I dodaje: – To niesamowite uczucie, kiedy dostajesz tak duże wsparcie.

– Wciąż jestem wesołą osobą, choć zapewne już nie tak beztroską jak przed chorobą – mówi Monika. – Zawsze liczyłam, że będę tą szczęściarą, która nie zachoruję.

Mimo tego, co ją spotkało, wierzy, że wszystko będzie dobrze. – Wiem, że jeszcze wiele mam przed sobą i choroba to nie ostatnie, co w życiu mnie spotka, a jedynie przykre zdarzenie, które niedługo będzie tylko wspomnieniem...

Zwłaszcza że ma dla kogo oraz dzięki komu walczyć.

Akcję można wesprzeć wchodząc na stronę

pomagam.pl/monikaprzyjaciolka

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Niestety ani władze samorządowe, ani zwłaszcza władze rządowe nie interesuje los osób chorych na nowotwór. Jak nazwać politykę władz centralnych, które czerpią największy zysk ze sprzedaży alkoholu i tytoniu, zaś potem mówi pacjentowi "sam jesteś sobie winien" i nie daje ani grosza na leczenie.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0