Na pierwszą niedzielę bez handlu – dokładnie rok temu – czekali wszyscy. I ci pracujący w handlu, i ci, którzy zakupy robią. Pierwsi, zdawać by się mogło, z radością powinni przyjąć zmiany. Dla nich wolna niedziela miała być okazją, by spędzić czas inaczej niż za ladą. Drudzy martwili się, że politycy pozbawili ich możliwości chodzenia do sklepów w niedzielę, która po 1989 roku przyjęła się na dobre.

Wolne, ale...

Od początku opinie na temat zakazu były podzielone. Z sondaży wynikało, że przeciw zakazowi handlu w niedzielę są zwłaszcza starsi, którzy dobrze pamiętają lata PRL, i ludzie lepiej wykształceni. Oni traktują zakaz handlu jako ingerowanie władzy w życie obywateli i ograniczanie ich wolności. Z nadzieją na wolne niedzielę patrzyli za to pracownicy, którzy mają dzieci.

Sporo przeciwników zakazu było wśród studentów, którzy pracując w dni wolne od zajęć, zarabiali na studia. W Olsztynie spora grupa młodzieży w ten sposób łatała domowe budżety, by łatwiej utrzymać się w mieście. A trzeba przypomnieć, że największa uczelnia publiczna na Warmii i Mazurach – Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie – przyciąga w dużej części młodzież z regionu, a więc pochodzącą z niezbyt bogatych rodzin. Dla nich każda złotówka, którą młodzi mogą zarobić, jest cenna. – Oni wolą iść w niedzielę do pracy i zarobić trochę więcej, żeby mieć za co żyć – przyznawali nasi rozmówcy. – To głupi przepis, bo odbiera ludziom możliwość zarobienia – pisał internauta na facebookowym profilu Galerii Warmińskiej w Olsztynie.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej