Krutynia to mekka turystów na Mazurach. Zawdzięcza to unikalnej przyrodzie i malowniczemu, podlegającemu ochronie terenowi, przez który się wije. A jest przed kim ten teren chronić. Szacuje się, że latem szlak pokonuje nawet 2 tys. kajaków dziennie.

Żeby nie zadeptali

Dlatego przyrodnicy biją na alarm. Najgorsze, że turyści oraz firmy zajmujące się spływami zadeptują przy tej okazji tereny objęte ochroną.

– Wodowanie kajaków cały czas odbywa się w granicach rezerwatu przyrody Krutynia. Niestety, ostatnio bardzo się nasiliło. Gdyby to trwało dłużej, w końcu byśmy zadeptali ten rezerwat. Dlatego musieliśmy temu jakoś zaradzić. I wspólne z Regionalną Dyrekcją Lasów Państwowych w Olsztynie oraz Mazurskim Parkiem Krajobrazowym podjęliśmy działania, aby wyeliminować ten ruch – mówi Justyna Januszewicz, rzeczniczka prasowa Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Olsztynie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej